Nawigacja:
<< Strona główna

Różności:
~ Wzlot i upadek Tkacza Pieśni
~ Śmierć
~ Gwiazdy nad traktem

Credits:
~ Layout i zawartość strony:
Arinae
~ Zdjęcie: CausticStock

Odległy grzmot przetoczył się echem przez nocne niebo, przynosząc ze sobą silniejszy powiew wiatru. Pod jego naporem gałęzie trzeszczą groźnie, posyłając na ziemię kilka wirujących liści.
Pod wpływem impulsu wstrzymujesz konia i powoli, czujnie rozglądasz się dookoła, zdradzając objawy lekkiego zaniepokojenia.
Kolejny, nieco mocniejszy podmuch wiatru szarpie twoją peleryną. Koń kładzie uszy po sobie, nerwowo uderzając kopytem o ziemię. Rży cicho. Delikatnie klepiesz go po wilgotnej od deszczu szyi, jednocześnie zachęcając do dalszego galopu. Zwierzę rusza, powoli nabierając prędkości. Przydrożne krzaki raz po raz zaczepiają się o twoją pelerynę, jednak nie zwracasz na to większej uwagi. To teraz nieważne.
Byle tylko wydostać się z tego przeklętego lasu.
Przed tobą, kilka metrów dalej widnieje zakręt. Dalsza droga niknie w gąszczu rozpełzającej się na boki roślinności.
Gdzieś ponad wierzchołkami drzew przetacza się kolejny grzmot. Błyskawica rozświetla nocne niebo.
W tym samym momencie twoje oczy rejestrują jakiś kształt, wyłaniający się z mgły. Koń rży dziko, staje dęba i po chwili czujesz, jak twoje ciało uderza o ziemię, rozbryzgując dookoła kropelki błota. Odzyskanie zmysłów zajmuje ci ładnych kilka sekund. Próbujesz się podnieść. Nad tobą, łopocząc złowieszczo rozwiewaną wiatrem peleryną stoi drobna postać. Jasne włosy migoczą, oświetlane niewyraźnym światłem błyskawic.
Gdzieś w twoim sercu kiełkuje ziarenko nadziei.
- Pomóż mi…- szepczesz cicho, jednak postać ze smutnym uśmiechem kręci głową i nieznacznie odsuwa się w tył.
Dopiero teraz zauważasz, że jedno z oczu tajemniczego przybysza lśni słabym, opalizującym blaskiem. Łączy w sobie wszystkie możliwe barwy, niczym miniaturowa, spiralna tęcza. Mieniące się barwy całkowicie pochłania twoją uwagę, zupełnie jakby świat dookoła przestał istnieć.
Gdzieś wysoko słychać niepokojący trzask. Uschnięta gałąź odrywa się od wiekowego pnia i niczym topór kata nieubłagalnie szybuje w dół. W końcu z głuchym łoskotem dosięga swojego celu. Czujesz jedynie otępiającą falę bólu, zalewającą całe twoje ciało.
Ostatnie co widzisz, to lekko rozbawiony uśmiech czarnowłosej i fioletowookiej dziewczyny, wyciągającej ku tobie dłoń…

Bo śmierć ma fioletowe oczy.